czwartek, 11 października 2012

07.10.12r.

 Relacje Magdy z tego dnia (ja niestety na razie nie mogę uczęszczać do schroniska):

Dzisiaj jako pierwsze wzięłam dwa wariatki. Rudego i tą drugą sunię z nim stojącą. Zawsze dobrze mi się z nimi chodziło. Przysiadłam z nimi na chwilę w lesie ale one nie były w stanie usiedzieć w miejscu. Później Paulina dała mi sunię z bezwładną, lewą, przednią łapką. Na szczęście nie doszłam z nią za daleko, bo tuż za bramą schroniska spotkałam panią Anię, która natychmiast zaalarmowała, że u suni wczoraj był weterynarz i powiedział, że nie powinna wychodzić. Kiedy już wróciłam usiadłam na chwilę przy niej i zauważyłam, że z bezwładnie wiszącej łapki leci jej krew. Rana nie wyglądała zbyt ciekawie więc  poinformowałam o niej panią Anię. Później Lotka zerwała się z łańcucha i biegała po całym schronisku. Muffin mało jej nie pożarł. Z powodu, iż nie mogła się już tego doczekać zabrałam ją na spacer. Po drodze spotkałam jej opiekunkę więc wymieniłyśmy się psiakami i wróciłam z innym psem niż wyszłam. Jako następną wzięłam moją sunię Kamę. Byłam z nią na ciut dłuższym spacerze. Trochę się przebiegłyśmy. Po powrocie już wiedziałam co mnie czeka. Teraz nadeszła kolej na Owieczką i Miśka. Znalazłam dziewczynę, która zdecydowała się na wzięcie Miśka (psa mojej przyjaciółki, której nie było tego dnia w schronisku) i razem poszłyśmy w stronę ich kojca. Na miejscu spotkała nas miła niespodzianka. W wiecznie zabłoconym i obrzydliwym kojcu Miska i Owcy położono deski i psiaki maja tam teraz sucho i czysto. Spacer z tymi psami należy do jednych z najbardziej męczących. Z tego ”spacerku” wróciłam zmordowana i ledwo żywa i nagle w głowie zajaśniała mi myśl, że przede mną jeszcze wyjście z Frugo i Costą. Wtedy poczułam, że umieram. Zebrałam w sobie resztki sił i wzięłam je. Jeżeli chodzi o zachowanie Frugo zawsze najgorzej jest przy wychodzeniu ze schroniska. Ma wtedy jeszcze pełną energię i do tego po drodze mija się wiele psów, za którymi zdrobniale mówiąc Frugo nie przepada. Od razy po wyjściu nastaje cisza i błogi spokój. Zdziczały przed chwilą pies robi się momentalnie cichym i potulnym barankiem. Za to właśnie go kocham. Ostatnio z tymi piesami chodzę w prawo po wyjściu ze schroniska, a potem skręcam w prawo, las. Tam nie ma psów więc mogę spokojnie spuścić Costę i dać jej trochę wolności. Kiedy obydwa psiaki będą już wybiegane i wygłaskane powoli wracam. W drugą stronę jest lepiej, bo psy nie mają już tyle energii. Na szczęście. To był już mój ostatni spacer, a do odjazdu autobusu została jeszcze chwila więc postanowiłam ją wykorzystać i poszłam do kotów. Tam nic się nie zmienia. Mały, czarny kociak dalej wskakuje na firankę w celu wyjścia na zewnątrz. Wygląda to prześmiesznie kiedy dynda sobie trzymając się pazurkami za firankę. A jak trudno go ściągnąć!



Ps: Dwie suczki znalazły nowy dom!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz